Polski


 

 

List Marksa i Engelsa

- do Bebla, Liebknechta, Brackego i innych

(,,Okólnik")

18 września 1879


K. Marks i F. Engels, Listy wybrane Publisher: Książka i Wiedza, Warszawa 1951

 

 



Londyn, 17-18 września 1879.

... Manifest Trójki Zuryskiej


Tymczasem nadszedł hochbergowski ,,Jahrbuch" z artykułem ,,Rzut oka wstecz na ruch socjalistyczny w Niemczech". Artykuł ten, jak oświadczył mi sam Hochberg, został napisany właśnie przez trzech członków komisji zuryskiej[1]. Oto mamy ich autentyczną krytykę dotychczasowego ruchu, a więc i autentyczny program nowej gazety, o ile kierunek gazety od nich zależy. Zaraz na samym początku czytamy:

,,Ruch, któremu Lassalle przypisywał ogromne znaczenie polityczne, do którego wzywał nie tylko robotników, ale i wszystkich uczciwych demokratów, na którego czele powinni byli kroczyć niezależni przedstawiciele nauki i wszyscy ci, których ożywia szczere umiłowanie ludzkości — spłycił się pod kierownictwem Jana Baptysty v. Schweitzera do jednostronnej walki robotników przemysłowych o ich interesy".

Nie będę zastanawiał się nad tym, czy i w jakiej mierze odpowiada to rzeczywistości. Zarzut postawiony Schweitzerowi w tym artykule polega na tym, że spłycał on lassalizm — który tutaj został ujęty jako ruch burżuazyjny i demokratyczno-filantropijny — sprowadzając go do poziomu jednostronnej walki robotników przemysłowych o ich interesy, wtedy gdy pogłębiał ruch jako walkę klasową robotników przemysłowych przeciwko burżuazji. Następnie zarzuca mu się, że ,,odepchnął on demokrację burżuazyjna". A cóż ma do roboty demokracja burżuazyjna w partii socjaldemokratycznej? Jeśli składa się ona z ,,uczciwych ludzi", to nie mogą oni nawet pragnąć wstąpienia do niej, a jeśli mimo wszystko pragną tego, to po to tylko, aby napaskudzić.

Partia lassalowska ,,wolała w sposób najbardziej jednostronny zachowywać się jako partia robotnicza". Panowie, którzy to piszą, są sami członkami partii zachowującej się najbardziej jednostronnie jako partia robotnicza i zajmują w niej obecnie odpowiedzialne stanowiska. Tego się nie da w żaden sposób pogodzić. Jeśli ich poglądy odpowiadają temu, co piszą, to powinni wystąpić z partii, a przynajmniej zrzec się odpowiedzialnych stanowisk. Jeśli nie czynią tego, to tym samym przyznają, że zamierzają wyzyskać swe oficjalne stanowisko do zwalczania proletariackiego charakteru partii. Wobec tego partia zdradza sama siebie, pozostawiając ich nadal na oficjalnych stanowiskach.

A więc, zdaniem tych panów, partia socjaldemokratyczna nie powinna być jednostronną partią robotniczą, lecz wszechstronną partią ,,wszystkich ludzi pełnych szczerego umiłowania ludzkości". Ma ona tego dowieść, wyrzekając się przede wszystkim dzikich namiętności proletariackich i poddając się kierownictwu oświeconych, dobroczynnych burżua w celu ,,wyrobienia sobie dobrego smaku" i ,,przyswojenia dobrego tonu" (str. 85). Wówczas ,,nieprzyzwoite maniery" niektórych przywódców ustąpią miejsca przyzwoitym ,,burżuazyjnym manierom". (Jak gdyby zewnętrznie nieprzyzwoite maniery tych, których tutaj mają na myśli, nie były najdrobniejszą rzeczą, jaką im można zarzucić!) Wówczas znajdziemy ,,licznych zwolenników wśród klas oświeconych i posiadających. Ich to właśnie należy zdobyć, jeśli... agitacja ma dać namacalne skutki". Socjalizm niemiecki ,,przypisywał zbyt wiele znaczenia zdobyciu mas, a zaniechał przy tym energicznej (!) propagandy wśród tak zwanych górnych warstw społeczeństwa". Gdyż ,,partii brak jeszcze ludzi, którzy mogliby ją godnie reprezentować w parlamencie". Jest natomiast ,,rzeczą pożądaną i konieczną powierzać mandaty ludziom, którzy mieli dość czasu i możności, by dokładnie zaznajomić się z odpowiednimi zagadnieniami. Zwykły robotnik lub rzemieślnik... tylko w wyjątkowych wypadkach posiada niezbędny do tego wolny czas". Wybierajcie więc burżua!

Krótko mówiąc: klasa robotnicza nie może wyzwolić się własnymi siłami. W tym celu musi ona podporządkować się kierownictwu ,,wykształconych ! majętnych" burżua, bo tylko oni ,,posiadają możność I czas" do zapoznania się z tym, czego robotnikom potrzeba. Po drugie — burżuazji nie należy żadną miarą zwalczać, lecz należy ją pozyskać przez energiczną propagandę.

Ale jeżeli chcemy zdobyć górne warstwy społeczeństwa lub chociażby życzliwe nam żywioły, to nie należy ich żadną miarą odstraszać. I oto trójka zuryska dokonała — jak jej się zdaje — uspokajającego odkrycia:

,,Właśnie teraz, pod naciskiem ustawy przeciwko socjalistom, partia wykazuje, że nie zamierza kroczyć drogą gwałtownej i krwawej rewolucji, lecz że jest zdecydowana... wstąpić na drogę praworządności, czyli reform". A więc, jeśli 500 — 600 tyś. wyborców socjaldemokratycznych, 1/10 do 1/8 wszystkich wyborców, w dodatku rozproszonych po całym rozległym kraju, ma tyle rozsądku, że nie uderza głową o mur i nie próbuje — jeden przeciwko dziesięciu — dokonać ,,krwawej rewolucji", to ma to dowodzić, że masy te wyrzekają się raz na zawsze wyzyskania jakiegoś znacznego wydarzenia w polityce zewnętrznej i spowodowanego przezeń nagłego wzniesienia fali rewolucyjnej, ba, nawet wykorzystania wywalczonego w takiej kolizji zwycięstwa ludu! Jeśli Berlin znów okaże się tak nieoświecony, że powtórzy się 18 marca[2], to socjaldemokraci zamiast jako ,,żądna walki barykadowej tłuszcza" (str. 88) brać udział w walce — powinni raczej ,,wstąpić na drogę praworządności", stłumić ruch, uprzątnąć barykady i w razie potrzeby pójść wraz z walecznym wojskiem przeciwko jednostronnym, surowym, nieoświeconym masom. A jeśli ci panowie twierdzą, że nie to mieli na myśli, to co właściwie mieli na myśli?

Ale są tam jeszcze lepsze kwiatki.

,,Im spokojniejsza, bardziej rzeczowa, bardziej rozważna będzie ona (partia) w swej krytyce istniejących stosunków i w swych propozycjach dotyczących ich zmiany, tym trudniej będzie powtórzyć posunięcie szachowe (wprowadzenie ustawy przeciwko socjalistom), które się teraz udało i za którego pomocą świadoma reakcja zapędziła w kozi róg burżuazję, przestraszoną czerwonym widmem" (str. 88).

Aby całkowicie uwolnić burżuazję od strachu, należy jej krótko i węzłowato dowieść, że czerwone widmo jest w istocie tylko widmem, że go w rzeczywistości nie ma. Lecz czym jest tajemnica" czerwonego widma, jeśli nie strachem burżuazji przed nieuniknioną walką na śmierć i życie pomiędzy nią a proletariatem, jeśli nie strachem przed nieuniknionym wynikiem współczesnej walki klasowej? Usuńmy więc walkę klasową, a burżuazja i ,,wszyscy niezależni ludzie bez obawy pójdą ręka w rękę z proletariatem"! Ale wystrychnięty na dudka wówczas będzie właśnie proletariat Niechaj więc partia swym pokornym i żałosnym zachowaniem udowodni, że raz na zawsze wyrzekła się ,,wybryków i ekscesów", które dały powód do wprowadzenia ustawy przeciwko socjalistom. Jeśli partia dobrowolnie zobowiąże się nie wychodzić poza ramy ustawy przeciwko socjalistom, to Bismarck i burżua będą chyba tak łaskawi i zniosą tę zbyteczną już wówczas ustawę!

,,Chcemy być dobrze zrozumiani", nie dążymy ,,do wyrzeczenia się naszej partii i naszego programu, lecz uważamy, że starczy nam roboty na długie lata, jeśli skierujemy wszystkie nasze siły, całą naszą energię na osiągnięcie określonych, bliskich celów, które w każdym razie muszą być osiągnięte, zanim będzie można pomyśleć o realizacji dalej idących zadań". Wówczas zaczną się do nas przyłączać masowo burżua, drobnomieszczanie i robotnicy, których ,,obecnie nasze daleko idące żądania ... odstraszają".

Nie wyrzekamy się programu, lecz odkładamy go — na czas nieokreślony. Program przyjmujemy, ale właściwie nie dla siebie samych i nie dla swego pokolenia, lecz na później, jako dziedzictwo dla dzieci i wnuków. A tymczasem poświęca się ,,całą silę i energię" na wszelkiego rodzaju partaninę i łatanie kapitalistycznego ustroju społecznego, aby się wydawało, że coś się robi, l aby jednocześnie nie przestraszyć burżuazji. Wolę już komunistę Miquela, który swemu niewzruszonemu przekonaniu o niechybnym krachu społeczeństwa kapitalistycznego za paręset lat daje wyraz tym, że rzuca się w wir spekulacji, przyczynia się, jak może, do krachu 1873 r.[3] i w ten sposób rzeczywiście coś niecoś robi dla przygotowania upadku obecnego ustroju.

Innym uchybieniem wobec dobrego tonu była również ,,przesadna napaść na grynderów", którzy wszak byli ,,tylko dziećmi swej epoki"; ,,należało więc raczej unikać... wymyślania na Strousberga i jemu podobnych". Niestety, wszyscy ludzie są ,,tylko dziećmi swej epoki", a jeśli marny to uważać za dostateczne usprawiedliwienie, to nie należy nikogo atakować, wszelka polemika, wszelka walka z naszej strony ustaje; przyjmujemy ze spokojem wszystkie kopnięcia naszych przeciwników, bo jako mędrcy, wiemy, że są oni ,,tylko dziećmi swej epoki", więc nie mogą postępować inaczej, niż postępują. Zamiast zwracać im ich kopnięcia z procentem, powinniśmy raczej litować się nad tymi biedakami.

Tak samo wystąpienie nasze w obronie Komuny miało ten ujemny skutek, ,,że odepchnęło od nas wielu sympatyków i w ogóle spotęgowało nienawiść burżuazji do nas". Poza tym partia ,,nie jest całkiem bez winy, jeśli chodzi o wprowadzenie ustawy październikowej[4], gdyż zupełnie niepotrzebnie spotęgowała nienawiść burżuazji".

Oto macie program trzech cenzorów z Zurychu. Nie pozostawia on nic do życzenia pod względem jasności, szczególnie dla nas, którzy doskonale pamiętamy całą tę frazeologię jeszcze z r. 1848. Przecież to przemawiają przedstawiciele drobnomieszczaństwa, pełni strachu, że proletariat pod wpływem rewolucjonizujących warunków, w których się znajduje, może ,,pójść za daleko". Zamiast zdecydowanej opozycji politycznej — powszechne maklerstwo; zamiast walki przeciwko rządowi i burżuazji — próba zjednania i przekonania ich; zamiast zaciekłego oporu przeciw prześladowaniom z góry — pokorne podporządkowanie się im i przyznanie, że się zasłużyło na karę. Wszystkie historycznie konieczne konflikty tłumaczy się jako nieporozumienia i wszelką dyskusję ucina się zapewnieniem: w najważniejszych sprawach jesteśmy przecież jednomyślni. Ludzie, którzy w roku 1848 występowali jako burżuazyjni demokraci, mogą dziś równie dobrze zwać się socjaldemokratami. Jak tamtym republika demokratyczna, tak tym obalenie ustroju kapitalistycznego majaczy się w niedoścignionej przyszłości: nie ma ono absolutnie żadnego znaczenia dla politycznej praktyki doby obecnej, można więc, ile dusza zapragnie, pośredniczyć, zawierać kompromisy, zajmować się filantropią. To samo jest z walką klasową między proletariatem a burżuazja. Na papierze uznaje się ją, gdyż nie można już przecież jej zaprzeczać, lecz w praktyce zaciera się ją, zamazuje i osłabia. Partia socjaldemokratyczna zgoła nie powinna być partią robotniczą, nie powinna ściągać na się nienawiści burżuazji lub czyjejkolwiek; powinna ona przede wszystkim szerzyć energiczną propagandę wśród burżuazji i zamiast kłaść nacisk na cele daleko idące i mogące odstraszyć burżuazję, a jednocześnie nieosiągalne dla naszego pokolenia, lepiej użyć wszystkie siły i całą energię na ową drobnomieszczańską łataninę za pomocą reform, które stworzą nowe podpory dla starego ładu społecznego i tym samym może zmienią ostateczna katastrofę w powolny, stopniowy i możliwie pokojowy proces rozkładu. To są ci sami ludzie, którzy pod pozorem niezmordowanej krzątaniny nie tylko sami nic nie robią, lecz wręcz przeszkadzają, aby się co działo — poza gadaniną; ci sami ludzie, którzy swoim strachem przed wszelkim czynem w roku 1848 i 1849 krępowali ruch na każdym kroku i wreszcie doprowadzili do upadku; ci sami ludzie, którzy nigdy nie widzą reakcji, a potem dziwią się, w jaki sposób znaleźli się w ślepym zaułku, w którym niemożliwy jest ani opór, ani ucieczka; ci sami ludzie, którzy pragną wtłoczyć historię w wąskie ramki swego filisterskiego horyzontu, lecz nad którymi historia za każdym razem przechodzi do porządku dziennego.

Co się tyczy ich socjalistycznych przekonań, to zostały one wyczerpująco skrytykowane w ,,Manifeście [Komunistycznym]", w rozdziale: ,,O niemieckim, czyli <<prawdziwym>> socjalizmie". Tam gdzie usuwa się na bok walkę klasową jako niepożądane, ,,dzikie" zjawisko, tam jako podstawa socjalizmu pozostają jedynie ,,szczere umiłowanie ludzkości" i czcze frazesy o ,,sprawiedliwości".

Z samego procesu rozwoju wynika to nieuniknione zjawisko, że do walczącego proletariatu przyłączają się również ludzie z panującej dotąd klasy wnosząc do ruchu elementy swojej Wiedzy. O tym mówiliśmy wyraźnie już w ,,Manifeście". Ale należy tu uczynić dwie uwagi:

Po pierwsze — ludzie ci, o ile rzeczywiście mają być pożyteczni ruchowi, muszą przynieść ze sobą rzeczywistą wiedzę, a tego nie można powiedzieć o większości niemieckich neofitów spośród burżuazji. Ani ,,Zukunft", ani ,,Neue Gesellschaft"[5]nie dały nam nic takiego, co by choć o krok posunęło ruch naprzód. Nie znaleźliśmy tani żadnego rzeczywiście kształcącego materiału, ani faktycznego, ani teoretycznego. Zamiast tego — próby pogodzenia powierzchownie przyswojonych poglądów socjalistycznych z najróżnorodniejszymi teoretycznymi punktami widzenia, które ci panowie przynieśli z uniwersytetu lub skądinąd; przy tym jedno stanowisko mętniejsze od drugiego wskutek procesu gnicia, jakiemu ulegają dziś resztki filozofii niemieckiej. Zamiast najpierw samemu gruntownie przestudiować nową wiedzę, każdy starał się w ten lub inny sposób przystosować ją do przyniesionego ze sobą stanowiska, klecił sobie naprędce swoją prywatną teoryjkę i wnet miał pretensję do wpajania jej innym. Dlatego też mamy wśród tych panów prawie tyle punktów widzenia ile głów; zamiast tego, by choć w jakąkolwiek kwestię wnieść jasność, wytworzyli oni niesłychany zamęt — na szczęście niemal wyłącznie we własnym środowisku.

Bez takich oświeconych żywiołów, które poczytują sobie za pierwszy obowiązek uczyć innych tego, czego sami się nie nauczyli, partia może doskonale się obejść.

Po drugie — gdy tacy ludzie z innych klas przyłączają się do ruchu proletariackiego, to pierwsze, czego się od nich wymaga, jest, aby nie przynosili ze sobą pozostałości burżuazyjnych, drobnomieszczańskich itp. przesądów, lecz by przyswoili sobie bez zastrzeżeń proletariacki sposób myślenia. A ci panowie, o których mowa, tkwią, jak to zostało dowiedzione, po uszy w burżuazyjnych i drobnomieszczańskich pojęciach. W takim drobnomieszczański!!! kraju jak Niemcy poglądy te mają niewątpliwie swe usprawiedliwienie, lecz wyłącznie poza obrębem socjaldemokratycznej partii robotniczej. Jeśli ci panowie konstytuują się jako socjaldemokratyczna partia drobnomieszczańska — to mają do tego całkowite prawo; wówczas moglibyśmy nawet pertraktować z nimi i w pewnych warunkach zawierać bloki itd. Lecz wewnątrz partii robotniczej stanowią oni żywioł obcy. Jeśli istnieją jakieś powody do czasowego tolerowania ich w partii, to mamy obowiązek tylko tolerować ich, lecz nie dopuszczać ich do jakiegokolwiek wpływu na kierownictwo partyjne, w pełnej świadomości, że zerwanie z nimi jest jedynie kwestią czasu. Zresztą czas ten widocznie już nastąpił. Jest dla nas rzeczą niezrozumiałą, jak partia może dłużej znosić w swych szeregach autorów tego artykułu. Jeśli zaś kierownictwo partyjne w mniejszym lub większym stopniu znajdzie się w ich rękach, to będzie to kastracją partii i pozbawieniem jej proletariackiego ostrza.

Jeśli chodzi o nas, to wobec całej naszej przeszłości zostaje nam tylko jedno wyjście. W przeciągu prawie 40 lat wysuwaliśmy walkę klasową jako bezpośrednią siłę napędową historii, w szczególności podkreślaliśmy, że walka klasowa między burżuazja a proletariatem jest potężną dźwignią nowoczesnego przewrotu społecznego; jest przeto dla nas rzeczą niemożliwą iść razem z ludźmi, którzy tę właśnie walkę klasową pragną wykreślić z ruchu. Przy zakładaniu Międzynarodówki sformułowaliśmy wyraźne hasło bojowe: wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samej klasy robotniczej. Nie możemy więc iść razem z ludźmi, którzy mówią otwarcie, że robotnicy są za mało oświeceni, aby mogli się wyzwolić sami, i że muszą ich dopiero wyzwolić z góry dobroczyńcy spośród wielkich i drobnych burżua. Jeśli kierunek nowego organu partyjnego będzie odpowiadał poglądom tych panów — poglądom burżuazyjnym, a nie proletariackim — to nie pozostanie nam nic innego, jakkolwiek bolesne by to było dla nas, jak wystąpić publicznie przeciwko niemu i położyć kres tej solidarności, jakiej dawaliśmy dotychczas wyraz, reprezentując partię niemiecką wobec zagranicy. Lecz miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie...

 

________


Przypisy


[1] Artykuł napisany przez Hochberga, Bernsteina i Schramma i wydrukowany w socjalreformistycznym czasopiśmie ,,Jahrbuch fur Sozialwissenschaft und Sozialpolitik". — Red. przekł. polsk.

 

[2] Mowa o rewolucyjnych walkach barykadowych w Berlinie 18—19 marca 1848 r. — Red.


[3] Krachem 1873 r. zakończył się okres tak zwanego ,,grynderstwa" (,,Grundertaumel"), okres wściekłej spekulacji i gry giełdowej, który nastąpił w ślad za zjednoczeniem Niemiec i zakończeniem wojny francusko-pruskiej 1870—1871 r. — Red.


[4] 19 października 1878 r. ogłoszono W Niemczech ustawę wyjątkowa, przeciwko socjalistom. Ustawę tę uchylono dopiero w 1890 r. — Red.

 

[5] ,,Zukunft" i ,,Neue Gesellschaft" — pisma socjalreformistyczne; pierwsze wychodziło w Zurychu w latach 1877—1880,

drugie — w Berlinie w latach 1877—1878. — Red. przekł. polsk.




 

 

 

 

 

 

 

AFRIKAANS

 

Karol Marks i Fryderyk Engels

Polski